O ZYGMUNCIE KRASIŃSKIM
O ZYGMUNCIE KRASIŃSKIM
Napisał dr. Konstanty Wojciechowski.
LWÓW. 1911.
Z trzech wielkich poetów, którzy żyli i działali w pierwszej połowie wieku dziewiętnastego, najlepiej znany jest ogółowi Adam Mickiewicz, mniej Juliusz Słowacki, najmniej Zygmunt Krasiń- ski. Powodem tej nieznajomości pism Krasińskiego jest przekonanie, że są one trudne do zrozumienia. Tak po większej części nie jest; nie należy tylko tracić ufności do samego siebie, lecz czytać pilnie i myśleć nad tem, co poeta chciał narodowi swemu powiedzieć. A powiedzieć chciał wiele: przede- wszystkiem chciał tchnąć wiarę głęboką w spra- wiedliwość Bożą i w lepszą dolę Polski. Ale nie- tylko wiary żądał od nas, owszem chciał nas nauczyć, przekonać, udowodnić nam, że bę- dzie Po1ska. Jak on to udowadniał, to każdego Polaka powinno zająć niezmiernie żywo, ale je- szcze skwapliwiej powinien każdy starać się po- znać te warunki, od których spełnienia — według Krasińskiego — zawisło zmartwychwstanie Ojczy- zny. W roku 1912. przypada setna rocznica urodzin poety. Niech ta książeczka przygotuje serca ogółu tak, by znaczenie tej rocznicy zrozumiał. Młodość. — Pierwszy cios. — W Szwajcaryi i Włoszech. — Chwile rozpaczy. — Ślub. W słynnym roku 1812. brał udział w wypra- wie napoleońskiej na Moskwę, między innymi ofi- cerami polskimi wyższych stopni, Wincenty hr. Kra- siński, potomek znakomitej i możnej rodziny, wła- ściciel dóbr opinogórskich. W tymże roku urodził się hr. Krasińskiemu w Paryżu dnia 19. lutego syn, któremu na chrzcie dano imię Zygmunt. Nad dzie- ckiem roztoczyła pieczę matka, Marya z ks. Radzi- wiłłów, ojciec bowiem mimo klęski Napoleona nad Berezyną nie opuścił szeregów wodza, lecz walczył pod Lutzen, Bautzen, Dreznem, Lipskiem, w r. 1814. pod Brienne, a gdy Napoleon musiał koronę zło- żyć, generał Krasiński odprowadził tę garstkę Po- laków, która pozostała do końca wierną wodzowi, z Francyi do Warszawy. Tu wstąpił do armii Kró- lestwa polskiego, a równocześnie otworzył swe salony warszawskie dla znakomitych rodaków, pi- sarzy, polityków, poetów. Mały Zygmunt wychowywał się tedy w War- szawie, a do Opinogóry wyjeżdżał z rodzicami tylko na lato. Matka, kobieta bardzo religijna, wszczepiała w syna zasady religii chrześcijańskiej, a chłopczyk przejmował się głęboko naukami, które płynęły z ust najdroższych. Nie było bo to bowiem już od pierwszych lat życia dziecko zwy- czajne. Nie hasał Zygmuś na kijku, nie tarzał się po trawnikach, ale często czoło opierał na rączkach białych i zdawał się o czemś głęboko myśleć. W naukach zdolności okazywał nadzwy- czajne. O siedmioletnim chłopczynie pisał do ojca nauczyciel jego domowy, późniejszy znakomity pisarz, Józef Korzeniowski: miło patrzeć, jak ro- zum jego coraz nowych sił nabiera, jak w każdem zdarzeniu okazuje bystrość pojęcia, przytomność umysłu, chęć nieograniczoną dowiadywania się i uczenia. Ta chęć dowiadywania się i uczenia pozostała znamienną właściwością Zygmunta do końca życia. Jako dziecko już chłonął wprost wiadomości, a to, co mu się szczególniej podobało: ogólne uwagi, moralne zdania, wypisywał sobie w zeszytach. Gdy liczył czternasty rok życia, oddał go ojciec do ostatniej klasy liceum warszawskiego. Tu zawarł Zygmunt serdeczną przyjaźń z dwoma kolegami, Konstantym Gaszyńskim (znanym poźniej poetą) i Konstantym Danielewiczem. Tu, w liceum również, podobnie jak niektórzy z jego kolegów, począł próbować sił swych w tworzeniu, napisał nawet jakąś powieść i wydrukował ją w domowej drukarni. Jak świetnie władał językiem łacińskim, dowodem przekład na łacinę ballady Mickiewicza p. t. Świtezianka. Przekładu tego dokonał Krasiń- ski jako uczeń liceum. W następnym roku: 1827-mym wpisał się na uniwersytet warszawski na wydział prawniczy, ale prócz przedmiotów obowiązkowych słuchał również wykładów filozofii, historyi powszechnej i literatury polskiej (literaturę wykładał znany poeta, autor Wiesława, Brodziński). Szczęśliwe to były dla Zy- gmunta czasy: swoboda akademicka, serdeczni ko- ledzy i namiętne rozczytywanie się w dziełach współczesnej literatury, zwłaszcza w poezyach Mic- kiewicza i romansach słynnego angielskiego po- wieściopisarza Walter-Skota. Walter-Skot przedsta- wiał w swych utworach owiane czarem poezyi i tajemniczości wieki średnie, mężnych rycerzy i czułe dziewice, ludzi potężniejszych od naszego pokolenia, większych w cnocie czy w zbrodni. Wywierał ogromne wrażenie w całej Europie, a czytano go, tłumaczono i naśladowano również w Polsce. Pod wpływem Walter-Skota napisał Krasiński kilka powieści i powiastek, jak Grób Rodziny Reichstalów (druków, w r. 1828), Mściwy karzeł i Masław książę Mazowieckie, Zamek Wil- czki Władysław Herman i dwór jego (trzy ostatnie drukowane w r. 180O) i inne. Nie były to bynajmniej rzeczy znakomite, raziły okropnościami, przesada. Np. w powiastce o Mściwym Karle za- wieramy znajomość z niejaką Joanną z Gozdawy. Jest to potwór niebywały. Ażeby lica jej nie stra- ciły pięknego wyglądu, każe Joanna karłowi swemu mordować niewinne dziewice i w krwi ich się kąpie. Za to spotyka ją kara z ręki Masława: płonie w swym zamku przywiązana do słupa, wraz z kar- łem. W płomieniach ginie także rycerz Jordan z Bordan z narzeczoną swą Zbisławą, Jordan za to, że ujął się wobec Masława za czcią narzeczo- nej, ona zaś za karę, że nie chciała być kochanką okrutnego księcia. Gdy ta okropna scena w zamku się odbywała — kończy powieść Krasiński — Ma- sław i inni rycerze, stojąc u stóp wzgórza gozda- wskiego, przypatrywali się ogniowi. Aż nareszcie, gdy ogień przygasł: Przez pioruny i piekła — za- wołał Masław — czasby się przespać (!) i to mówiąc, spiął konia ostrogą i pojechał gościńcem ku wiosce prowadzącymi Przesada w nagroma- dzeniu potwornych, bestyalskich charakterów, prze- sada w roztaczaniu okropnych scen, przesada wre- szcie w kreśleniu tej obojętności, jaką zachowuje Masław wobec dokonanej przez siebie mściwej zbrodni. A z podobnymi objawami spotkamy się także w innych powieściach Krasińskiego z tego czasu. Sztylet, mord krwawy, zemsta, potworność — oto w czem rozmiłował się młody autor. Wyobra- źnia zajęta była przerażajacemi widziadłami, okro- pnościami. Oczywista — my, czytając te powieści, nie wzruszamy się tak, jak tego pragnął młody autor, lecz raczej uśmiechamy się pobłażliwie na widok trudności, które autor napiętrzył, a z któ- remi nie potrafił sobie dać rady. Krasiński bowiem — jak z tego widzimy — nie należał do rzędu tych twórców, którzy od razu występują z dziełami znakomitemi, lecz do tych, którzy zaczynają od rzeczy czasem nawet niedołężnych, by rozwijając się stopniowo, ale stale, zdobyć wreszcie potęgę myśli i słowa. U Zygmunta